
Przygotowanie:
Polskie Towarzystwo Komiksowe
Wydawca: Miasto Stołeczne Warszawa
Na początek tej recenzji proponuję zabawę w zgaduj–zgadula: o jakim miejscu w stolicy mówi narrator tej miniopowiastki? „Wczoraj byłem w Greenwich.
Stanąłem sobie okrakiem nad Południkiem Zero. Lewy Pośladek miałem na półkuli wschodniej, a prawy na zachodniej. Szczerze mówiąc nie
poczułem wtedy niczego szczególnego. A tu jest takie miejsce, gdzie do mojej lewej dziurki w nosie będą dobiegać wonie Wschodu, a do prawej zapachy Zachodu”
– oczywiście o Dworcu Centralnym. To jeden z tych sztandarowych punktów miasta, które zazwyczaj turysta nawet jeśli nie chce, to musi – chyba że
przybył do Polski samolotem, ale przecież z tego miejsca wyruszy bez wątpienia w inne rejony naszego kraju. Dlatego nie może go zabraknąć w przewodniku po
Warszawie. Nawet, a zwłaszcza tak niebanalnym jak ten prezentowany przez nas – w wersji komiksowej. I choć nie wszystkie miejsca, a jest ich blisko 50, są przedstawione
z takim samym nerwem – niektóre wydają się nie do końca zrozumiałe, to trzeba przyznać, że Miasto Stołeczne Warszawa miało kapitalny
pomysł, bo tak „sprzedana” Warszawa zdecydowanie lepiej trafi do młodego odbiorcy. Poprzez utrzymane w konwencji-czarno białej historyjki czytelnik poznaje
historię kolumny Zygmunta, ale i styka się z pokątnym handelkiem na Bazarze Różyckiego czy pod Halą Mirowską, śledzi metamorfozę
Stadionu Dziesięciolecia i potyczki słowne posłów w Sejmie, poznaje nową wersję legendy o złotej kaczce, która kończy żywot na
talerzu i przypomina sobie, jak pewien celebryta ruszył z szablą na obraz w Zachęcie. A że książeczka jest niewielka, można wrzucić ją
w kieszeń – co sugeruję każdemu przewodnikowi po Warszawie jako alternatywę dla serwowanej na co dzień tradycyjnej trasy zwiedzania.