Wyszkiwarka
Szukaj:
wyszkiwanie zaawansowane



Afryka nie taka dzika

Monika Witkowska
Autorka jest podróżniczką i dziennikarką
- autorką książek i artykułów z różnych części świata, pilotką grup turystycznych


Przygotowanie wyjazdu do RPA nie jest problemem. Przeloty oferuje wiele linii (KLM, South African Airways i inne), kandydatów na miejscowych kontrahentów jest bez liku (w tym także biura prowadzone przez tamtejszą Polonię), ambasada RPA zasypie nas materiałami informacyjnymi, z książkowymi przewodnikami choćby i po polsku też nie ma problemu.



Przy pobytach do miesiąca wiz nie trzeba, żadne szczepienia nie są wymagane, można się jedynie zastanowić nad profilaktyką antymalaryczną (zdania podróżników w tej kwestii są podzielone; zagrożony jest jedynie niewielki rejon, tzn. Park Krugera, do którego wjeżdża się na krótko, ale zgon polskiej turystki kilka lat temu świadczy, że mimo małego ryzyka, zawsze możemy mieć pecha).


A po przylocie na miejsce...

- To ma być dzika Afryka? - dziwią się turyści. Rzeczywiście, dla kogoś, kto wcześniej podróżował np. w Ugandzie, Etiopii czy Ghanie, RPA to jakby przeniesiona na Czarny Ląd Europa. Egzotyki i pięknych krajobrazów nie brakuje, za to zamiast kojarzącego się z Afryką chaosu i beztroskiej improwizacji, turyści korzystający z obsługi miejscowych biur mają wszystko świetnie zorganizowane, a i przewodnicy też są na ogół profesjonalni. Dróg możemy RPA pozazdrościć (choć w Parku Krugera lwy leżące tuż przy skraju asfaltu mogą nieco rozczarować), samochody wożące gości też są zwykle bez zarzutu, choć niektórym trudno się przyzwyczaić do lewostronnego ruchu.


Wybór zakwaterowania mamy ogromny - od hosteli, z których korzystają zwykle jeżdżący na własną rękę "plecakowicze", przez skromne, ale klimatyczne bungalowy w parkach narodowych, kameralne kwatery agroturystyczne np. na farmie strusi (może na śniadanie dostaniemy jajecznicę ze strusiego jaja?), po ekskluzywne hotele. Na jedzenie też nie można narzekać - Polacy chwalą sobie przede wszystkim duży wybór ryb i owoców morza, choć wizyta na farmie ostryg, gdy dochodzi do degustacji, budzi mieszane uczucia. Do tego dania z antylopy, krokodyla, guźca czy rekina.


Można też wykorzystać tygiel kulturowy mieszkańców, mający odbicie w restauracjach niemal dowolnych kuchni - włoskiej, hinduskiej, chińskiej i różnych innych. Dodatkiem do dań są lokalne wina. Zwiedzanie winnic (połączone z degustacją) to jedna z najpopularniejszych tutejszych wycieczek oferowanych przyjeżdżającym do Kapsztadu.


Problemem na miejscu jest bezpieczeństwo! W wielu miejscach lepiej nie spacerować po zmroku, albo nawet i za dnia, a biżuterię, dokumenty i pieniądze zostawić w hotelowych sejfach. Nawet jeśli wydaje się nam, że znamy angielski, przy miejscowym slangu możemy mieć problemy ze zrozumieniem, o co chodzi (kto normalnie wpadnie na to, że słowo "robot" oznaczaÉ skrzyżowanie ze światłami drogowymi?). Zresztą wcale nie wszyscy obywatele RPA mówią po angielsku - w kraju tym jest aż 11 języków urzędowych, typu isiZulu, Xitosonga itp. Ile byśmy nie wzięli pieniędzy, i tak może być mało. RPA to kraj słynący z diamentów (znajduje się tu 50 proc. światowych zasobów) i złota (40 proc. zasobów).


Kto woli tańsze pamiątki, ma ogromny wybór wszystkiego, od etnicznych tekstyliów i biżuterii, po maski i rzeźbione z drzewa żyrafy. Przy zakupach w lepszych sklepach, po wydaniu kwoty przekraczającej 250 randów (lokalna waluta; 1 ZAR = 0,38 zł), w ramach tzw. tax free mamy prawo starać się o zwrot podatku VAT. Zasobny portfel (lub karta) przyda się również na liczne atrakcje. Tradycyjne zwiedzanie i podglądanie zwierząt na safari to jedno, ale RPA to także idealne miejsce dla tych, którzy lubią wypoczywać aktywnie i nietypowo.


Nurkowanie w klatce okrążonej przez groźne rekiny-żarłacze, loty balonem, szybowanie na lotni np. ze słynnej Góry Stołowej, skoki na bungy (najwyższy most wykorzystywany w tym celu ma 216 m!), karmienie lwów, surfowanie na falach to tylko niektóre propozycje. Jedno jest pewne - RPA to kraj tak duży (powierzchnia 1,2 mln km kw., czyli prawie cztery razy więcej od Polski) i tak urozmaicony, że przy jednym krótkim wyjeździe i tak nie mamy szans na jego dokładne poznanie.

Monika Witkowska

Konto
Login
Hasło
Zaloguj się

DARMOWY BIULETYN TURYSTYCZNY
Zapisz się | Wypisz się
 REKLAMA 

Aktualny numer
Rynek Turystyczny 07/2010

 REKLAMA