Choć wszelkie podsumowania roku tuż po jego skończeniu wydają się banalne i zwykle z braku pełnej możliwości podsumowania
niepełne, jednak postanowiliśmy dokonać małego rozliczenia minionego roku.
Rok 2009 z pewnością będzie jednym z tych, które wspomina się jeszcze długo. Dostarczył całej branży turystycznej wiele emocji, niestety nie
zawsze pozytywnych. Duża niepewność i zmienność sytuacji była tym bardziej odczuwalna, że nastąpiła po niezwykle (przynajmniej dla turystyki
wyjazdowej) udanym roku 2008.
Na początek euro "za płotem"
Na samym początku roku zdecydowanie najważniejszym wydarzeniem stycznia było wprowadzenie euro na Słowacji. Wprawdzie dotyczyło to bezpośrednio naszych
południowych sąsiadów, jednak z uwagi na dużą liczbę polskich turystów odwiedzających ten kraj miało to bezpośrednie
przełożenie na ruch turystyczny po obu stronach Tatr. Pierwszy efekt był dla polskiej strony zdecydowanie pozytywny. Z powodu różnic kursowych nagle z dnia na
dzień Słowacja stała się dla polskich turystów zbyt droga. Widać to było szczególnie w przygranicznych miejscowościach Słowacji, w
których liczne sklepy nastawione na turystów z Polski nagle opustoszały. W pierwszych miesiącach roku efekt (częściowo psychologiczny, ponieważ ceny
tylko przeliczono z koron na euro) został gwałtownie wzmocniony przez szybkie osłabianie się złotego. W efekcie wypoczynek u naszych południowych
sąsiadów drożał dla polskich turystów niekiedy dosłownie z dnia na dzień. Z tego powodu wielu polskich turystów dotychczas
wypoczywających na Słowacji wybrało wypoczynek w kraju. Na odpowiedź słowackiej branży turystycznej nie trzeba było długo czekać.
Pojawiło się wiele promocji, w tym niektóre skierowane specjalnie do Polaków. W marcu kuszono turystów nawet w samej "jaskini lwa", czyli na zakopiańskich
Krupówkach (RT 03/09). Stopniowo wraz z oswajaniem się z faktem, że na Słowacji płacimy w euro, oraz poprawą kursu złotego w stosunku do tej waluty,
sytuacja uległa poprawie, choćby z tego względu, że do Popradu możemy obecnie polecieć bezpośrednio z Warszawy (RT 10/09), tymczasem w nasze
góry w ten sposób nie dotrzemy.
Huśtawka walutowa
Początek roku był raczej spokojny. Oferty first minute sprzedawały się w styczniu nie gorzej niż w latach poprzednich. Euro zanotowało najniższy kurs w
roku ubiegłym 7 stycznia, kiedy to średni kurs wynosił 3,92 zł. Niestety, sielanka tanich wyjazdów zagranicznych skończyła się dość
szybko. Kursy poszybowały w górę. Swój szczyt kurs euro osiągnął 17 lutego, kiedy to średni kurs euro w NBP wynosił 4.90. Dla biur
zajmujących się turystyką wyjazdową było to prawdziwe trzęsienie ziemi. Kwestia dopłat do imprezy po podpisaniu przez klienta umowy stała
się znów istotna.
Nagle jednym z głównych motywów promocyjnych stała się gwarancja ceny. Poważnym skutkiem zamieszania kursowego okazał się spadek
popularności imprez typu first minute. Wydawało się, że do zeszłego roku spora grupa klientów jest przyzwyczajona do tego rozwiązania, dającego
organizatorowi duży komfort. Niestety, niepewność co do sytuacji gospodarczej znacznie zmniejszyła liczbę chętnych na wykupienie wakacji jeszcze zimą.
Załamanie się kursu złotego okazało się gwoździem do trumny sprzedaży first minute. Zdaniem niektórych analityków rok miał
okazać się wyjątkowo zły dla biur zajmujących się turystyką wyjazdową i zapowiadano liczne bankructwa. Na szczęście kolejne
miesiące okazały się znacznie lepsze niż przewidywano.
Dotyczyło to zarówno kursu złotego w stosunku do euro i dolara, jak i chęci Polaków do wypoczywania. Większość głównych
touroperatorów nie zanotowała dramatycznego spadku sprzedaży. Zmiana dotyczyła jednak terminów, w jakich klienci kupowali wycieczki. W ubiegłym roku znacznie
więcej niż w latach poprzednich sprzedano ofert last minute. Sezon letni (RT 12/09) oceniła Magdalena Plutecka-Dydoń, PR Manager Neckermann Polska: "W miarę
zbliżania się do wakacji rosła dynamika sprzedaży, osiągając swój szczyt w czerwcu. Wzrost sprzedaży oferty last minute o kilkanaście
proc. w porównaniu z rokiem poprzednim - to nie tylko kwestia poszukiwania przez klientów tańszych rozwiązań, ale też wynik wstrzymywania się z
decyzją do ostatniej chwili".
Finalnie nie było więc aż tak źle, choć podejmowanie kluczowych decyzji w takich warunkach było więcej niż trudne. Zupełnie inaczej na
tę sprawę patrzyły firmy, których podstawę obrotu stanowią przychody z turystyki przyjazdowej. W lutym Instytut Turystyki na konferencji prasowej
prorokował gwałtowny wzrost liczby odwiedzin turystów zagranicznych, jacy powinni odwiedzić Polskę w roku 2009. Do tego przewidywano, że Polacy
chętniej z uwagi na różnice kursowe wybiorą wypoczynek w kraju. W sumie prawdą okazało się tylko to ostatnie założenie. Niestety, liczba
zagranicznych turystów odwiedzających Polskę nadal spadała. Ponieważ jest to trend trwający od jakiegoś czasu, nie można tłumaczyć
go kryzysem, gdyż przyczyny są znacznie poważniejsze.
Bankructwa i gwarancje
Początek roku sprzyjał kasandrycznym przepowiedniom. Kryzys, zmiana kursu skłaniały do zastanawiania się, jak wiele firm turystycznych nie przetrzyma tego roku.
Szczęśliwie była to kolejna pesymistyczna przepowiednia, która się nie sprawdziła. Wiele zamieszania spowodowała lipcowa upadłość biura
podróży Kopernik. Za granicą (m.in. w Egipcie) pozostało ok. 700 osób. Nie wyjechało na wakacje, pomimo wykupienia imprezy, około 3 tys.
turystów. Jeśli spojrzeć na skalę wyjazdów Polaków, liczba klientów tego biura, którzy mieli kłopoty, była niewielka. Jednak
medialny szum, jak zwykle w takich przypadkach, zrobił swoje. Na szczęście było to jedyne duże bankructwo w branży, które spowodowało zamieszanie.
Nie nastąpiła przewidywana przez niektórych fala bankructw.
W sumie, jak zawsze w takich sytuacjach, upadłość ta miała negatywny wpływ na opinię o całej branży. Wydarzenie to przyspieszyło ogłoszenie
planu zmiany systemu zabezpieczeń finansowych dla klientów biur podróży. Przedstawiciele PIT-u ogłosili plan stworzenia Funduszu Zabezpieczeń
Turystycznych. (RT 08/09) Miałby on gromadzić środki, które byłyby uzupełnieniem w stosunku do dotychczasowych zabezpieczeń. Pieniądze do Funduszu
wpłacać mieliby touroperatorzy (płacąc niewielką kwotę od każdego klienta, mówi się o rzędzie wielkości kilku euro), jednak na
tym etapie nie jest to przesądzone i najwyraźniej nie dokonano jeszcze dokładnej kalkulacji. Przynależność do Funduszu miała być
obowiązkowa, co z oczywistych przyczyn wzbudziło duże kontrowersje.
Poród ustawy
Ogłoszenie przez PIT propozycji stworzenia Funduszu Zabezpieczeń Turystycznych zbiegło się z finiszem prac Ministerstwa Sportu i Turystyki nad zmianami w Ustawie o
Usługach Turystycznych. (RT 07/09) Prace nad projektem trwały dość długo, jednak w roku 2009 weszły w ostatnią fazę. W marcu projekt przygotowany w
ministerstwie przesłano wraz z uzasadnieniem i oceną skutków do uzgodnień międzyresortowych i konsultacji społecznych. Po przejściu całej
procedury projekt został we wrześniu skierowany pod obrady Rady Ministrów; w listopadzie, po uchwaleniu, przesłano go do Sejmu.
W samym projekcie ustawy nie ma wzmianki o Funduszu. Poza dotychczasowymi formami zabezpieczeń (gwarancja, polisa) dodano (w przypadku imprez krajowych) możliwość
przyjmowania wpłat na rachunek powierniczy lub po wykonaniu usługi. Sytuacja taka wynika z faktu, że na obecnym etapie znane są tylko założenia Funduszu i
praca nad nim zapewne będzie trwała jeszcze dość długo. Tymczasem poprawy zabezpieczeń (które mają gwarantować całkowity zwrot
kosztów i wpłat) wymaga od Polski prawo europejskie. Projekt zmian niestety nie jest rewolucyjny. Przepisów w wielu obszarach nie zmieniono lub zmieniono w sposób
niewielki. Obecnie prace nad nowymi przepisami trwają w sejmowej komisji, a więc ewentualne zmiany wciąż są możliwe.
Podcięte skrzydła
Likwidacja linii lotniczych Centralwings, choć nie była niespodzianką, musiała wywołać pewne zaniepokojenie na rynku czarterów. Właściciel
linii - PLL LOT - przejął wszelkie zobowiązania związane z umowami czarterowymi. Likwidacja swojej spółki mającej działać na rynku tanich
przewozów odbyła się przy okazji walki naszego przewoźnika o przetrwanie. Sytuacja finansowa LOT jest zła. Według oficjalnych danych w roku 2008 strata
spółki wyniosła 733 mln zł (RT 08/09).
Tak więc dokładanie do nierentownej spółki nie miało sensu. Ponadto LOT w ten sposób powrócił na rynek czarterów pod własną
marką - LOT Charters. Powrót okazał się udany. Władze biura czarterów zakładały, że obsłużą do końca roku 400
tys. pasażerów. Tymczasem - jak poinformował dyrektor biura czarterów Andrzej P. Kobielski - liczbę tę osiągnięto już na przełomie
listopada i grudnia, a więc finalny wynik będzie lepszy od planowanego. Ubiegły rok był również w związku z pracami nad zmianami prawa lotniczego
czasem walki o przepisy regulujące rynek czarterów w Polsce.
Jedyni dwaj zarejestrowani w Polsce przewoźnicy czarterowi to LOT i Air Italy. Obie firmy wystąpiły wspólnie o egzekwowanie zasady pierwszeństwa i non-objection
(RT 11/09). W ubiegłym roku działo się bardzo dużo zarówno w światowej gospodarce, jak i w branży turystycznej. Nasza branża okazała
się bardziej odporna na wstrząsy, niż można było przypuszczać. W sumie pomimo wielu trudności, jakie niewątpliwie ją czekają,
jest to dobra wróżba na przyszłość.