Nie bez powodu koncepcja budowy szlaków turystycznych przez prywatnych biznesmenów i lokalne samorządy rozkwita właśnie
w Nowej Zelandii. Piesze i rowerowe wypady "w dzicz" są tam bardzo popularne nie tylko wśród mieszkańców kraju, ale również wśród
zamożnych zagranicznych turystów, których nowozelandzkie wyspy przyciągają głównie walorami przyrodniczymi.
Z drugiej strony ruch turystyczny na najpiękniejszych i najpopularniejszych trasach (tzw. Great Walks, zarządzanych przez Departament Ochrony Środowiska) jest limitowany
ograniczoną liczbą miejsc noclegowych. Od lat w sezonie letnim schroniska na tych szlakach mają niemal stuprocentowe obłożenie i wielu turystów,
którzy chcieliby zażyć aktywnego wypoczynku na łonie przyrody, musi ruszyć gdzie indziej.
Z myślą o nich zaczęły powstawać konkurencyjne trasy piesze i rowerowe, budowane przez biznesmenów bądź władze samorządowe. W
pierwszym przypadku są to przedsięwzięcia nakierowane na samodzielne czerpanie zysków z posiadanego szlaku, a w drugim - celem jest przyciągnięcie
turystów w daną okolicę i stworzenie pola do popisu dla drobnych przedsiębiorców, którzy mogliby prowadzić obsługę ruchu
turystycznego.
Możliwości zarabiania na własnym szlaku wiążą się nie tyle z posiadaniem "ścieżki przez las", ale z perspektywą oferowania
usług jego użytkownikom. Szlak turystyczny to - w bardzo szerokim ujęciu - oprócz oznakowanej trasy w terenie również baza noclegowa w jej obrębie,
oferta wycieczek z przewodnikiem i dodatkowych usług, takich jak podwożenie turystów, transport bagażu, wynajem rowerów, koni, parking strzeżony itd.
Większość nowozelandzkich "prywatnych" szlaków nie sprzedaje typowych biletów wstępu, ale inkasuje opłaty za usługi, z których
wychodzący na trasę turysta musi - bądź dla własnej wygody chce - skorzystać.
Przeważnie tworzone są one na terenach dotąd niezagospodarowanych turystycznie, gdzie można w obrębie swojego szlaku zostać "monopolistą" w
zakresie usług noclegowych czy przewodnickich. Zanim jednak przyjdzie do liczenia zysków, dużo wcześniej przedsiębiorca musi poczynić inwestycje, do
których należą: wytyczenie trasy szlaku, zbudowanie ścieżki wraz z zainstalowaniem niezbędnych urządzeń ułatwiających poruszanie
się (schodków, mostków itp.) oraz informacyjnych, budowa schronisk, stworzenie marki produktu turystycznego i jego promocja. Hump Ridge Track Jedynym z najlepiej
przygotowanych i najpopularniejszych prywatnych szlaków w Nowej Zelandii jest Hump Ridge Track, wytyczony na południowym krańcu nowozelandzkiej Wyspy Południowej, w
regionie Southland, na niezamieszkanych terenach w pobliżu miasteczka Tautapere.
Pomysł jego stworzenia powstał w 1988 r. na spotkaniu miejscowego towarzystwa zajmującego się promocją i rozwojem regionu. W połowie lat 90. powołano
trust, który zgromadził fundusz w wysokości 3 mln dolarów nowozelandzkich (ok. 5,1 mln zł), a następnie z tych środków przygotował
trasę szlaku i zrealizował inwestycje w jej obrębie. Przed przystąpieniem do prac trzeba jeszcze było uzyskać niezbędne zgody od prywatnych
właścicieli ziemi, przez które przebiegała planowana trasa, oraz od państwa, bowiem duża część ścieżki została wytyczona na
terenie Parku Narodowego Fiordland.
Notabene był to pierwszy w Nowej Zelandii przypadek powstania szlaku turystycznego administrowanego przez prywatną instytucję, a biegnącego przez państwowe
grunty. Trasa została otwarta przez premier Helen Clark w listopadzie 2001 r. Administruje ją teraz spółka pod nazwą Tautapere Hump Track Ltd. Hump Ridge Track to
pieszy szlak, liczący 53 km długości. Jego pokonanie zajmuje trzy dni; dwie noce turyści spędzają w schroniskach. Trasa biegnie wzdłuż
oceanicznych wybrzeży ze wspaniałymi plażami, przez tropikalne lasy bukowe oraz wspina się na szczyt górskiego grzbietu Hump (890 m n.p.m.).
Dodatkową atrakcją historyczną są zabytkowe, nieużywane obecnie drewniane wiadukty kolejowe, które pokonuje się pieszo. W odpowiednich miejscach
zbudowane zostały od podstaw dwa schroniska - Port Craig nad morzem oraz Okaka na szczycie góry - zapewniające turystom noclegi w 8-osobowych (i mniejszych) pokojach ze
śniadaniami oraz sanitariaty z ciepłą wodą i prysznicami. Oba schroniska posiadają po 40 miejsc noclegowych, co ogranicza liczbę turystów na szlaku
(obozowanie "na dziko" nie jest możliwe). Noclegi na trasie kosztują 45 NZD (ok. 75 zł), co jest ceną konkurencyjną wobec państwowych Great Walks.
Za dodatkową opłatą można korzystać z pryszniców, nocować w "dwójkach" bądź "jedynkach", zamówić sobie
dowóz z miasteczka do punktu wyjścia na szlak, transport bagażu helikopterem pomiędzy schroniskami. Dwa razy w miesiącu (sezon trwa od listopada do kwietnia)
odbywają się grupowe wycieczki z przewodnikiem. Z myślą o najbogatszych klientach administratorzy szlaku proponują helikopterową wycieczkę po (a
raczej nad) trasie z noclegami w luksusowych warunkach i pełnym wyżywieniem. 2-dniowa impreza kosztuje 695 NZD (ok. 1200 zł).
Rezerwacją usług oraz kwestiami organizacyjnymi zajmuje się biuro szlaku w Tautapere, które pełni również funkcję centrum informacyjnego.
Ruszający na trasę turyści zobowiązani są stawić się przed wyjściem w biurze celem wypełnienia formularzy intencyjnych (dokąd
idą?, kiedy planują powrót?), będących ważnym elementem organizacji bezpieczeństwa. Oprócz spełniania tych podstawowych funkcji,
biuro szlaku ma także przyciągać odwiedzających do Tautapere, by mogli zajrzeć do miejscowych galerii rękodzieła, sklepów z pamiątkami
czy rzeźnika, oferującego słynną tautaperską kiełbasę - i wydać na miejscu kolejne dolary. Jakie jest zainteresowanie turystów szlakiem
Hump Ridge? W pierwszym letnim sezonie jego funkcjonowania (2001/2002) trasę pokonało 3200 turystów (90 proc. krajowych), a obłożenie miejsc w schroniskach
wynosiło 46 proc. Queen Charlotte Track Przykładem podobnego, ale zorganizowanego w inny sposób, przedsięwzięcia jest pieszo-rowerowy Szlak Królowej
Charlotte na północy nowozelandzkiej Wyspy Południowej.
W tym przypadku prowadząca wzdłuż wybrzeży fiordu trasa powstała w wyniku wspólnej inicjatywy Departamentu Ochrony Środowiska, lokalnej organizacji
turystycznej oraz władz samorządowych. Liczącą 71 km ścieżkę wytyczono przez należące do państwa obszary chronione oraz tereny
prywatne, na terenie o niewielkim zaludnieniu i ograniczonej dostępności komunikacyjnej (do wielu miejsc można dotrzeć tylko drogą wodną).
Posiadająca bardzo dobrą lokalizację - w pobliżu przeprawy promowej między wyspami - trasa dała szansę rozwoju lokalnej branży
turystycznej.
Szlak Królowej Charlotte przewidziany jest na 3-5 dni marszu, a zatem turyści muszą spędzić przynajmniej dwie noce w drodze. Wokół ścieżki
funkcjonuje szereg obiektów noclegowych o różnym standardzie i cenach: lodge, gospodarstwa agroturystyczne, schroniska młodzieżowe, domki kempingowe, pola
biwakowe oraz "wioska ekologiczna". Lokalne firmy oferują mikrobusowy transport osób i bagażu wzdłuż szlaku, przede wszystkim dowóz na oddalony od
większych miejscowości i głównej drogi start. Jako że trasa wiedzie nad brzegami fiordów, w okolicy działa także sześć
przedsiębiorstw zajmujących się transportem wodnym, posiadających stałe połączenia "taksówek wodnych" i wynajmujących
motorówki.
Oprócz tego organizuje się wycieczki z przewodnikiem, wynajmuje się rowery, kajaki morskie, na trasie jest też galeria sztuki, ośrodek wędkarski itd.
Niewątpliwie charakter nowozelandzkiego rynku turystycznego i specyfika turystów, do których kieruje się tam usługi, są zupełnie inne niż w
przypadku Polski. Jednak również u nas są walory przyrodnicze, które mogłyby stać się podstawą szlaków, funkcjonujących
podobnie do niektórych tras z Nowej Zelandii. Co więcej, mamy również istniejące szlaki, na których można by oferować szeroki wachlarz
usług turystycznych. Pozostają pytania, jakie byłoby zainteresowanie tego rodzaju produktami i na ile tego rodzaju przedsięwzięcia mogłyby być
opłacalne?