Wejście tanich linii lotniczych na rynek transportowy - zdaniem niektórych - miało spowodować krach na rynku autokarowym. Okazało
się jednak, że autokar pozostał niezastąpiony nie tylko jako narzędzie realizacji wycieczek objazdowych. Dzięki coraz bardziej komfortowym wnętrzom i
coraz większemu poziomowi bezpieczeństwa wciąż jest wielu turystów, którzy chcą korzystać z tej formy transportu.
Ostatnie wypadki lotnicze zapewne odstraszą niektórych turystów od korzystania z tego i tak, wbrew pozorom, bezpiecznego środka transportu. Jako alternatywa pojawia
się wówczas autokar. Szczególnie, że należy do najbezpieczniejszych środków transportu. Jak wskazują statystyki (dane z roku 2002 za
www.infobus.pl) odsetek ofiar śmiertelnych na 1 miliard pasażerokilometrów w przypadku autokarów wynosi 0,16, w przypadku kolei - 0,56 osoby.
Dopiero znacznie dalej znajduje się transport lotniczy z wynikiem 2,34 na 1 miliard pasażerokilometrów i najbardziej ryzykowna podróż samochodem, przy
której współczynnik śmiertelnych ofiar wynosi aż 7,03 osoby na 1 miliard pasażerokilometrów. Jeśli uwzględnimy, że są to
dane uśrednione, a na tle średnich wyników podróż samochodem w Polsce jest bardzo ryzykowna, to autokar może jeszcze zyskać w oczach klientów.
W połączeniu z zauważalną tendencją do skracania odległości, na jakie turyści jeżdżą wypoczywać, wydaje się,
że turystyka autokarowa zyska czy raczej odzyska klientów.
Używany z salonu?
Polskie firmy transportowe, wbrew obiegowym opiniom, posiadają stosunkowo nowy tabor. Rosnące wymagania pasażerów oraz konkurencja spowodowały, że wiele
firm kosztem ogromnych wysiłków finansowych stale wymienia starsze pojazdy ze swojego taboru. Stosunkowo mały kapitał, jakim dysponują biura podróży i
firmy przewozowe, powoduje, że wiele firm zmuszonych jest kupować tańsze, używane autokary. Z tego powodu sprzedaż pojazdów "z drugiej ręki" jest
co najmniej o połowę większa niż nowych. Większość dilerów prowadzi również dystrybucję pojazdów używanych,
które często zostały przejęte od klientów w ramach rozliczenia. Dzięki temu znana jest historia pojazdu oraz jego stan techniczny.
W kwietniu br. Parlament Europejski przyjął propozycje rozwiązań, które dokładnie określają, kiedy
pasażerowie będą wkrótce mogli dochodzić odszkodowań za opóźnione i odwołane kursy autokarów lub promów.
Pasażerowie będą wkrótce mogli dochodzić odszkodowań za opóźnione i odwołane kursy autokarów lub promów.
Przewoźnik świadczący usługi w transporcie autokarowym będzie zwracał pasażerom:
- 50 proc. ceny biletu za opóźnienia od jednej do dwóch godzin,
- 100 proc. ceny biletu za opóźnienie powyżej dwóch godzin;
- 150 proc. ceny biletu, jeśli przewoźnik odwoła kurs i nie zapewni alternatywnego transportu.
W przypadku odwołania lub opóźnienia przekraczającego dwie godziny, kiedy szacowany czas podróży jest dłuższy niż trzy godziny,
przewoźnik autobusowy powinien zapewnić transport alternatywny. Pasażer otrzyma zwrot 100 proc. wartości biletu, jeśli nie zaakceptuje proponowanego transportu
zastępczego, oraz 50 proc. ceny biletu nawet wtedy, kiedy pasażer skorzystał z zaproponowanego transportu alternatywnego, i 150 proc. kosztu biletu, jeśli transport
alternatywny nie zostanie zapewniony. Przewoźnik nie wypłaci odszkodowania tylko wtedy, jeśli udowodni, że opóźnienie nastąpiło z przyczyn od
niego niezależnych, których nie mógł przewidzieć, lub z powodu zaniedbań ze strony samego pasażera.
Inną regulacją przyjętą w tym dokumencie przez Parlament Europejski jest obowiązek wypłacenia przez przedsiębiorstwo autobusowe lub autokarowe
zaliczek proporcjonalnie do poniesionych szkód, gdy pasażer nie zawarł innego ubezpieczenia podróżnego. W przypadku śmierci kwota zaliczki nie
może być mniejsza niż 21 000 euro. Przewoźnik nie będzie musiał wypłacać odszkodowania, jeżeli wypadek spowodowany został przez
okoliczności, które nie były związane ze świadczeniem usług transportu autobusowego i autokarowego ani których przewoźnik nie mógł
uniknąć.
Przewozy z rozmachem
Spośród nowych pojazdów sporym zainteresowaniem cieszą się duże autobusy, mogące pomieścić ponad pięćdziesięciu
pasażerów. Należą one wprawdzie z reguły do najdroższych, jednak możliwość zabrania aż 89 podróżnych, jak w
przypadku Setry S431DT TopClass 400, jest bardzo kusząca. Szczególnie jeśli ktoś planuje działać w segmencie przewozów o wyższym
standardzie.
W przypadku tego modelu istnieje możliwość zamówienia wersji z panoramicznym dachem. Oczywiście wszelkie tego typu dodatki znacznie podwyższają
cenę pojazdu. Kto za to zapłaci? Większość dilerów posiada w swojej ofercie rozmaite formy finansowania zakupionego taboru. Są to często firmy
leasingowe należące do tego samego koncernu i pomagające sfinansować odpowiedni zakup. Jest to rozwiązanie wygodne i może obejmować zarówno
pojazdy nowe, jak i używane.
Często również można tam uzyskać finansowanie pojazdów zakupionych gdzie indziej, gdyż towarzystwa leasingowe poza wspieraniem sprzedaży
prowadzą również zwykłą działalność komercyjną. Okazją może okazać się zakup pojazdu odebranego przez
firmę leasingową któremuś z klientów, który zalegał z ratami. W trudnych czasach, jakie obecnie mamy, liczba takich pojazdów zwykle wzrasta.
Dlatego niektóre firmy (dotyczy to również zakupów np. samolotów) uważają, że jest to najlepszy czas na powiększanie taboru, by
być gotowym na ponowne ożywienie rynku.
Konkurencja rośnie?
Według oficjalnych danych Biura Obsługi Transportu Międzynarodowego, liczba przewoźników mających licencje na międzynarodowy transport autokarowy w
ostatnich latach rosła. Jak będzie wyglądała ta tendencja w tym roku, trudno orzec. Niektóre prognozy szacują, że nastąpi pełna
koncentracja rynku, a więc liczba licencji nie wzrośnie lub wręcz spadnie, ale za to wzrośnie liczba wypisów.
Tym samym wzrosłaby liczba pojazdów u jednego przewoźnika. Bez względu na bieżące zawirowania i wbrew niektórym prognozom, które w momencie
wejścia na rynek tanich linii lotniczych wróżyły poważne osłabienie turystyki autokarowej, wydaje się, że najgorszy okres ten segment ma
już za sobą. Ostatnie trendy w turystyce wydają się dla właścicieli autokarów optymistyczne. Oczywiście transport drogowy nadal pozostaje
trudnym biznesem narażonym na zmiany cen paliw i decyzji urzędniczych (podatki i winiety), jednak przyszłość po wyjściu z ogólnej zapaści wydaje
się jaśniejsza niż jeszcze jakiś czas temu.